Nasze strony wykorzystują pliki cookies.

Używamy plików cookies, aby ułatwić Ci korzystanie z naszego serwisu oraz do celów statystycznych. Korzystając z naszej strony wyrażasz zgodę na wykorzystywanie przez nas plików cookies. Jeśli nie blokujesz tych plików, to zgadzasz się na ich użycie oraz zapisanie w pamięci urządzenia. Pamiętaj, że możesz samodzielnie zarządzać cookies, zmieniając ustawienia przeglądarki.
Zobacz politykę prywatności
Ciekawe oferty i ułatwienia
PLUSY PO SZEŚĆDZIESIĄTCE
AAA

Reklama / Ogłoszenie
Góry pociągały mnie zawsze. O pasji Anny (62) do wspinaczki górskiej!
Red, 2020-11-15
Otrzymaliśmy list od pani Anny z Warszawy i postanowiliśmy go opublikować. List o pasji do ... wspinaczki górskiej. Nie byłoby w tym nic niezwykłego, gdyby nie to, że pani Anna ma 62 lata, a zaczęła swoją przygodę ze wspinaniem, gdy miała 56 lat. Gdy ma się 60 lat i plus, nie jest się zwykle jeszcze seniorem i mając zdrowie i chęci można się realizować w wielu dziedzinach - może tak ktoś pomyśleć. Ale ci, którzy kiedyś chodzili po górach wiedzą, że do tego trzeba mieć niezłą kondycję. Warto też przeczytać o drodze, którą przebyła pani Anna. 

Nie każdy może i musi akurat wspinać się tak wysoko. Wielu z nas może mieć różne ograniczenia - zdrowotnie, fizycznie, lokalizacyjne, finansowe.
Ale warto marzyć, warto mieć pasję, warto nie dawać się, warto walczyć o każdą chwilę zadowolenia z siebie, choćby małymi kroczkami!
Do czego serdecznie zachęcamy! A jeśli ktoś ma możliwość pochodzenia choćby po niższych górach, jak nie teraz to gdy pandemia się uspokoi, to polecamy! A jak nie, to chociaż namawiamy do bezpiecznych spacerów na świeżym powietrzu. Redakcja.



Góry pociągały mnie zawsze. Ale musiały być wysokie i skaliste. Jako dziecko lekceważąco spoglądałam na Beskidy, Bieszczady i Sudety. Dopiero na widok Tatr orzekłam - "No, te to są prawdziwe góry". I tak mi zostało. Jako młoda dziewczyna bywałam w Tatrach kilka razy do roku. Zaczytywałam się w literaturze górskiej i zamarzyłam o wspinaniu. Ale w tamtych czasach to nie było takie proste jak dziś. Ścianki wspinaczkowe jeszcze nie istniały. Sprzęt był bardzo trudny do zdobycia i piekielnie drogi. Trzeba było też mieć fundusze na częste wyjazdy w skałki lub Tatry. No i trzeba było mieć kogoś kto cię wszystkiego mógł nauczyć.


Odpowiednich znajomości nie miałam a moje możliwości finansowe także były mocno ograniczone. No i tak marzenia pozostały marzeniami. Potem było małżeństwo, praca zawodowa, dziecko i permanentny brak czasu. Dużo pracowałam, za dużo. Godziny przy komputerze zaczęły procentować bolącym kręgosłupem i sztywnością szyi. Nawet nie wiem kiedy osiągnęłam wiek 56 lat. Któregoś dnia znajoma zaproponowała wspólne zajęcia fitness w pobliskim klubie. No i wciągnęło mnie.

Coraz częściej bywałam na zajęciach i wyszukiwałam te  coraz bardziej wymagające. Miałam czas. Syn był dorosły a praca już mnie tak nie pociągała. Poza tym moja sytuacja materialna nie wymagała już takich starań. Chciałam sobie coś znaleźć dla siebie, coś co by mnie ekscytowało, dawało satysfakcję.


Pewnego wieczoru syn zaproponował "Mama chodź na ściankę - spróbujesz wspinaczki". W pierwszej chwili uznałam że to nonsensowny pomysł. Moje szwankujące plecy, nie rewelacyjna kondycja i te 56 lat. Ale poszłam. Spróbowałam i okazało się że mimo że to piekielnie trudne to jednak możliwe. I wtedy wróciły pragnienia z młodości - wspinaczka ! No bo teraz to ostatni dzwonek. Młodsza i bardziej sprawna przecież nie będę.

Kiedy pojawiliśmy się z mężem na kursie wspinaczkowym razem z nastolatkami wzbudziliśmy pewne zdumienie ale i sympatie. Potem był pierwszy wyjazd w skałki. No i to było to. Oboje z mężem wspinamy się do dzisiaj. Na Jurze, w Sokolikach a także  w rejonach wspinaczkowych w krajach które odwiedzamy podczas naszych podróży. Robimy też pierwsze drogi w Tatrach.
Wspinamy się najczęściej na drogach w pełni ubezpieczonych ale zdarzają się czasem bardziej wymagające przejścia na tzw. asekuracji własnej.

Wchodzimy także na te wyższe szczyty gdy tylko mamy ku temu okazję.
Na naszej liście z tych bardziej znaczących mamy:
- Teide 3718 m
- Gran Paradiso 4061 m
- Grossglockner 3798 m
- Kilimandżaro 5885 m.


A na co dzień trenuję wspinaczkę na jednej z Warszawskich ścianek pod okiem instruktora w grupie miłośników tego sportu którzy są młodsi od mojego syna. Śmiem podejrzewać że jestem najstarszą kobietą w Warszawie uprawiającą regularnie odmianę wspinaczki zwaną boulderingiem. Do tej pory przynajmniej starszej ode mnie koleżanki nie spotkałam.


Oczywiście że jest mi niełatwo, oczywiście że moje młodsze koleżanki i koledzy szybko prześcigają mnie w umiejętnościach i nigdy będę w stanie zrobić dróg trudniejszych. Zaręczam jednak że to wcale nie umniejsza mojej frajdy z tego co robię. A każdy malutki nawet progres we wspinaczkowych wynikach to po prostu powód do euforii.

Ponadto ta pasja znakomicie wpływa na moją kondycję fizyczną a także psychiczną. I pomimo tego że mam obecnie 62 lata to myślę że niejedną 50-latkę jestem w stanie zawstydzić swoją siłą i mobilnością.

Może ktoś wspinaczki spróbuje ? Serdecznie namawiam - bo warto!

Pozdrawiam,
Anna

ŻYJ AKTYWNIE
O nas
Kontakt
Zgłoś ofertę
Regulamin portalu
Regulamin ofert i informacji
Regulamin reklam
Pytania i odpowiedzi
Cennik
60plus - demografia i rynek
© Copyright 60plus.pl