Nasze strony wykorzystują pliki cookies.

Używamy plików cookies, aby ułatwić Ci korzystanie z naszego serwisu oraz do celów statystycznych. Korzystając z naszej strony wyrażasz zgodę na wykorzystywanie przez nas plików cookies. Jeśli nie blokujesz tych plików, to zgadzasz się na ich użycie oraz zapisanie w pamięci urządzenia. Pamiętaj, że możesz samodzielnie zarządzać cookies, zmieniając ustawienia przeglądarki.
Zobacz politykę prywatności
Ciekawe oferty i ułatwienia
PLUSY PO SZEŚĆDZIESIĄTCE
AAA

Reklama / Ogłoszenie
Odgłosy ciszy. Kroniki islandzkie - recenzja książki
AP, Replika, 2022-04-10
Wioletta Leśków-Cyrulik kocha Islandię tak samo jak ja. Oboje doskonale wiemy, że bardzo sugestywnie można opowiedzieć człowieka poprzez jej pejzaż. Dlatego czytanie tej książki było nie tylko przyjemnością obcowania z ciekawą literaturą środka opowiadającą o tym, w jak silnym związku emocjonalnym ze swoimi rodzicami zawsze tkwimy bez względu na stopień przekazanej nam przez nich traumy.


W opisach islandzkiej natury odnajdywałem dokładnie te same szczegóły, które i mnie zawsze zatrzymywały. Autorka wykorzystała umiejętność obrazowania za pomocą detali, aby zintensyfikować stany emocjonalne swoich bohaterów. I też – jak ja w „Winnych” – zdecydowała się na to, by zaprezentować islandzką prowincję. Z całą gamą symboliki, jaka może się w niej kryć. Uśpione i oddalone od świata Vopnafjörður stanie się tu areną zdarzeń z pozoru mało spektakularnych. A mimo to maksymalnie nasyconych zarówno niepokojem, jak i różnego rodzaju bliskościami. Bohaterowie tej powieści pozornie tkwią w samotności i o niej również „Odgłosy ciszy” opowiadają w bardzo ciekawy sposób. Ale jest to jednak książka o relacjach. Tworzonych po to, by zapewnić sobie poczucie bezpieczeństwa lub jego złudzenie, albo też po to, by wzajemnie wspierać się w tym niecodziennym surowym pejzażu, w którym czasem trzeba mieć kogoś obok siebie, aby nie ulec islandzkiej melancholii i wyobcowaniu, z jakiego trudno się wydobyć.

W nowej powieści Wioletta Leśków-Cyrulik powraca do bohaterów, których już sportretowała w swojej twórczości, lecz robi to w taki sposób, że nawet bez znajomości innych jej książek można się z tymi ludźmi oswoić, bo dowiemy się o nich bardzo wiele. Rzecz koncentruje się wokół przybycia na wyspę kogoś, kto egzemplifikuje wszystkie rany i bolesne doświadczenia z przeszłości, o których inna osoba za wszelką cenę chce zapomnieć. Ilona – przez lata odrzucająca swoją córkę – chce spotkać się z Agnieszką i poznać wnuczkę. Tymczasem od początku widzimy, że to próba wskrzeszenia relacji, której nigdy nie było. „Ilona znaczy to, co najgorsze” – tak mocnymi słowami córka określa kobietę, która z różnych powodów nie mogła jej w przeszłości zapewnić wsparcia oraz poczucia bezpieczeństwa. Pośród zimnego i surowego islandzkiego pejzażu – na poły tego ze stolicy kraju, na poły prowincjonalnego – rozegra się bolesna psychodrama, a autorka zdaje się sugerować istotne pytania, które pozostają z nami do końca. Czy mamy bowiem prawo do surowej oceny postępowania swoich najbliższych? Czy mamy prawo w ogóle być arbitrem w sprawie czyjegoś życia i czyichś wyborów? Napięte relacje matki i córki Wioletta Leśków-Cyrulik podkreśla również za pomocą krótkich i bardzo intensywnych dialogów. W ogóle można odnieść wrażenie, że jej bohaterowie komunikują się ze sobą wyjątkowo skąpo. To również ciekawie współgra z islandzkim otoczeniem. Miejscem, w którym potęga natury odbiera czasami wagę słowom i neguje konieczność rozbudowanego wypowiadania się, komunikowania własnych emocji.

Bardzo dużo jest tu ukryte w symbolicznej mgle. Jak choćby w tej, która osacza, kiedy gęste chmury wdzierają się do fiordu i zawłaszczają przestrzeń Vopnafjörður. Tu pisarka ze swoją wrażliwością w bardzo malarski sposób obrazuje przestrzeń w sidłach zjawiska atmosferycznego. To nie będzie jedyny moment, w którym robi to bardzo sugestywnie. Odnosi się cały czas wrażenie, że Islandia stanowi tu swoistą pułapkę. Na Islandii uwięziło się i być może zamroziło wiele emocji. Ludzie wybierający tę wyspę celowo albo w wyniku różnych okoliczności jako miejsce do poszukiwania spełnionego życia zabrali ze świata zewnętrznego zbyt duży bagaż wspomnień. Ale są tu również postacie, które znikąd nie przybyły, Islandia od zawsze była ich domem. Wśród nich lokalny lekarz Bjarni – najciekawsza dla mnie postać specyficznego samotnika, który chce żyć w oddaleniu fizycznym nawet od pacjentów ze swojej miejscowości.

Mężczyzna obarczony jest również bolesną traumą z przeszłości, a swoją izolację wybiera całkiem świadomie. Ważne jest to, że w islandzkich dekoracjach samotność nie jest opresyjna, nie stanowi źródła stygmatyzowania. Zarówno Bjarni, jak i inni mieszkańcy portretowanego miasteczka tkwią w takiej samotności immanentnej, kojącej. Rozumianej bardziej jako stan naturalny, który tylko z konkretnych powodów może stać się początkiem na przykład narastającej mizantropii.
Interpretując tytuł powieści, warto zwrócić uwagę na to, że Leśków-Cyrulik stara się opowiedzieć zarówno o sile, jak i o fatalizmie różnego rodzaju przemilczeń. Ale milczenie jako takie również wpisane jest w islandzki pejzaż. Tutaj bohaterowie wychodzą ze strefy komfortu, którą zbudowali sobie w różny sposób, i są konfrontowani ze słowami – one mają coś wyjaśnić, ale również dokonać kolejnych podziałów. Przyglądanie się rodzinnemu dramatowi o porozumieniu pisarka rozdziela na dwie przestrzenie. Z jednej strony mamy doskonale funkcjonujące małżeństwo, w którym mówi się o wszystkim i zgoda jest gwarantem pomyślnego życia. Z drugiej natomiast – w tę spokojną przestrzeń wdziera się ktoś pozornie obcy. Ktoś, za kim stanie jeszcze jedna z bohaterek, bo przybywająca na Islandię Ilona nie będzie pozostawiona sama sobie. W Vopnafjörður milczy się stale. Dzięki temu tworzy się iluzję spełnionego życia. „Odgłosy ciszy” będą sugerować pewną charakterystyczną symbiozę z islandzkim otoczeniem, w której ważne jest zachowanie tytułowej ciszy pozwalające na unikanie ewentualnych napięć wynikających z komunikacji.

Chłód wdziera się tu między bohaterów jak ten realny przez szczeliny domu, w którym na przykład nie działa ogrzewanie podłogowe. Jednocześnie jest to historia o tym, w jaki sposób emocjonalny chłód przekształca się w burzę emocji. Vopnafjörður staje się miejscem zarówno izolacji, jak i zaskakujących zbliżeń. A pisarka fantazjuje o tym, jak blisko i jednocześnie daleko możemy być od siebie w przestrzeni, w której wszystko tkwi w jakimś dystansie wobec człowieka. „Odgłosy ciszy” to poruszająca historia oddaleń i powrotów. Książka powstała z miłości do Islandii, ale również z zainteresowania trudnymi sprawami, które są tu pokazane wielowymiarowo, choć czasami zbyt szczegółowo wyjaśniane. Czyta się nową powieść Leśków-Cyrulik jak historię tego, że w kraju, w którym można żyć niepostrzeżenie i na półwdechu, od czasu do czasu pojawiają się momenty bardzo intensywnych emocjonalnych zbliżeń. To rzecz o stanowieniu o sobie – zawsze w cieniu naszych rodziców i zawsze z ich obecnością, zwłaszcza w kluczowych momentach, podczas podejmowania jakichś decyzji.
„Odgłosy ciszy” to powieść o matkach, od których chce się oddalić, i o dzieciach wciąż na nowo potrzebujących matczynego wsparcia również w dorosłym życiu. Piękna proza o pięknym kraju. Znakomicie łącząca impresjonizm opowieści o naturze z ciekawą wiwisekcją rodzinnych zawiłości i problemów.”

Jarosław Czechowicz, krytyk literacki, blog Krytycznym okiem

„ODGŁOSY CISZY. KRONIKI ISLANDZKIE”
Wioletta Leśków-Cyrulik
Poznań, Wydawnictwo Replika



CIEKAWE KSIĄŻKI
O nas
Kontakt
Zgłoś ofertę
Regulamin portalu
Regulamin ofert i informacji
Regulamin reklam
Pytania i odpowiedzi
Cennik
60plus - demografia i rynek
© Copyright 60plus.pl